Dopóki śmierć nas nie rozłączy…

Zestarzeć się z ukochanym człowiekiem, to odwieczne marzenie większości z nas… Jest jak trafiona szóstka w lotto… Wszyscy o niej słyszeli, a tylko nieliczni mogli z niej skorzystać…

Wypowiadając słowa przysięgi w Kościele przyszli małżonkowie nie przywiązują zbyt dużej wagi do treści „I że cię nie opuszczę aż do śmierci”. Skupiają się na miłości, zaproszonych gościach, planach na przyszłość, szczęściu… Tworzą obraz  idylli, w której „miesiąc miodowy” będzie trwać wiecznie. A potem przychodzi  szara rzeczywistość… Rzeczywistość tak niepodobna do wykreowanego świata,  pełna smutku, cierpienia, pustki, której nikt,  ani nic nie może wypełnić… Przychodzi taki czas, że choroba, wypadek odbiera nam ukochaną osobę. Wszystko pryska jak bańka mydlana… Jest szok, niedowierzania, pretensji do Boga i świata, a czasem i do siebie… Gdy opadnie pierwszy kurz, pogrzeb, stypa, uporządkowanie rzeczy nieboszczyka… Wtedy słowa przysięgi wracają niczym bumerang. Przypominają o tym co piękne, a zarazem bezpowrotnie utracone… Sieją spustoszenie… Dobijają żałobnika, są jak „gwóźdź do trumny”… Symbolizują koniec, ale jednocześnie dają zielone światło do poszukiwania partnera. Na początku wiele wdów i wdowców nie dopuszcza do siebie myśli o nowym związku… Toczą wewnętrzną walkę sami ze sobą… Czują się jakby zdradzali zmarłą/zmarłego… Boją się opinii społeczeństwa… Na szczęście świat idzie do przodu… Coraz więcej z nich, nie wybiera życia w pojedynkę… W Zolytach spotykam tych, którzy chcą pokonać okrutny los i zawalczyć o własne szczęście… A ja wierzę, że każdy ma prawo do miłości… Tyle razy ile to będzie konieczne… Dlatego pamiętajcie… Jeżeli niedane wam było życie u boku wybranka serca… Przeżyjcie żałobę, wypłaczcie morze łez. zapalcie znicz, zachowajcie wspomnienia… A gdy już będziecie gotowi… Rozejrzycie się wokół… Może gdzieś tam czeka wasza nowa druga połówka… Gotowa wskrzesić płomień miłości do końca wspólnych dni?

Anna Guzior
Pierwszy raz publikowane: Nasze Miasto nr.36 październik 2016r.